-To jest zakazane w tym królestwie-warknęłam na niego,unosząc miecz.
-Co jest zakazane?-zapytał zaciekawiony.
-Polowanie na cokolwiek przez obcych-odpowiedziałam-A Ty właśnie złamałeś zakaz Królowej-dodałam.
Starałam się zachować spokój co było ogromnie trudne,bo sama jego obecność doprowadzała mnie do białej gorączki.
-Nie polowałem na zwierzęta,tylko na Ciebie-oznajmił,obserwując moją reakcję.
-Nie jestem bezbronna-powiedziałam.
Próbował mnie nastraszyć? Dzisiaj nie miał szans. Byłam wściekła,bo nie uratowałam Nelly. Znikąd nagle pojawili się czterej żołnierze mamy. Nie miałam szans schować miecza ani go cofnąć spod gardła bruneta. Żołnierze byli zdziwieni nie ubiorem,bo do tego przywykli. Miałam miecz,nie byle jaki miecz. Miecz przekazywany z pokolenia na pokolenie w naszej rodzinie,a ja go zwinęłam sprzed ich nosów. Dokładnie tych czterech strażników. To było dziwne. Jeszcze dziwniejsza była ich aura. Dawniej biała-dobroć,lojalność i prawość-a teraz czarna i lepka jak smoła.
Wzięłam gwałtowny oddech.
-Nie jestem taka bezbronna jak myślisz-powiedziałam.
Znowu widziałam przyszłość. Miałam tylko kilka minut. Musiałam coś wymyślić i to szybko. Przyglądał mi się z zaciekawieniem. Zmarszczyłam brwi,ale nie ruszyłam się.
-Nawet nie wiesz z kim masz do czynienia-rzucił szyderczo.
-I vice versa-warknęłam,na co się zaśmiał.
-Jesteś Nora,córka Królowej Elsy. Masz siostrę Tessę. Uwielbiasz czytać i jesteś cicha. Masz Moc podobnie jak Twoja matka i siostra,ale nad nią jeszcze nie panujesz tak dobrze jak Królowa-zaczął wymieniać-Nie znosisz sukienek i butów na wysokim obcasie. Masz wilka Nelly,który jest już na mojej granicy i nic nie możesz zrobić. A oprócz tego jesteś cholernie naiwna-dodał.
Próbował wytrącić mnie z równowagi,ale się nie dałam. Miał Nelly? To bardzo dobrze. Nie znał mnie. To co powiedział to tylko pozory. Podeszłam do niego,opuszczając miecz. Zobaczyłam w jego oczach triumf.
-Co dokładnie zamierzasz mi zrobić?-zapytałam go cicho.
-Jeszcze nie wiem,ale na pewno Cię nie zabiję-odpowiedział.
-Cóż,na pewno zmienisz zdanie,po tym jak Ci spadnie ego-stwierdziłam lekko.
Uskoczyłam w bok i przywaliłam mu rękojeścią w kark. Padł bez czuja na ziemię. Wcześniej zamroziłam śnieg,więc z pewnością się potókł. Ruszyłam przed siebie nie śpiesząc się. Zmieniłam przyszłość i poniosę za to odpowiedzialność,ale na pewno nie teraz.
Z uśmiechem wdrapałam się na mój balkon i bezszelestnie podeszłam do drzwi balkonowych. O mało zawału nie dostałam,kiedy drzwi się otworzyły i zobaczyłam ojca. Zbladłam i spojrzałam na niego niepewnie. Weszłam do swojego pokoju i mama zapaliła światło. Zmrużyłam oczy,ale nic nie powiedziałam. Usiadłam na krześle i popatrzyłam wyczekująco na rodziców. Doskonale widzieli miecz w pochwie,bo nie próbowałam go ukryć. Wiedziałam,że wcześniej czy później się skapną. Sądziłam,że będzie to później,ale byłam przygotowana.
-Czemu nie zaczynacie kazania?-zapytałam zdziwiona i zbyta z tropu.
-Nie musimy. Doskonale wiesz co robisz i jakie będą Twoje konsekwencje-odpowiedziała mama.
-Przyszliśmy w innej sprawie. Jedziemy do Królowej Jesieni-tu mama przewróciła oczami-więc zostaniesz sama...
-Czy ta krowa ma syna?-przerwałam tacie.
Zaśmiał się cicho,przez co mama skarciła nas wzrokiem i wzniosła oczy do nieba. Zaśmiałam się.
-Czy Wy kiedykolwiek przestaniecie ją tak nazywać?-zapytała,przybierając surową minę.
-Nigdy-wystękaliśmy z tatą,pękając ze śmiechu.
Słychać nas pewnie było na korytarzu,ale nie przejmowaliśmy się tym. Śmialiśmy się tak głośno i prawdziwie,że mama wreszcie się uśmiechnęła.
-Jak myślisz tato,będziesz dał radę wytrzymać?-zapytałam go wesoło.
-Nie mam zielonego pojęcia-zaśmiał się cicho.
-Dlaczego pytasz czy ona ma syna?-zapytała mama.
-Pytam z czystej ciekawości-odpowiedziałam.
-Ma-odpowiedziała mama z błyskiem w oku.
To zawsze zwiastowało zwariowany plan. Po pięciu minutach wyszli,a ja walnęłam się spać w ubraniu. Miałam spokojną noc. Zero koszmarów. Rano obudziłam się wypoczęta i pełna energii. Wzięłam zimny prysznic i ubrałam się w niebieskie spodnie,błękitną bluzkę i czarne buty do kolan. Rozczesałam jakoś włosy i związałam je w dobierańca. Zbiegłam na śniadanie z wielkim uśmiechem. Mama też była uśmiechnięta,tata uśmiechał się lekko,a Tessa się szczerzyła. Zjedliśmy śniadanie w radosnej atmosferze.
-Przebież się Tess-poprosił tata,kiedy skończyliśmy jeść.
W podskokach wybiegła z jadalni. Mama nadal się uśmiechała,a tata spoważniał.
-Jedziecie obie na spotkanie z Królową Jesieni-oznajmił tata powoli-Ty jako osobista strażniczka Tessy,a ona jako dyplomatka. My musimy niestety przyjąć Królową i Króla Lata-dodał z lekkim uśmiechem.
Wtedy zachowałam się jak dziewczyna,która dostała pod choinkę spełnione marzenie. Pisnęłam głośno i rzuciłam się z uściskiem na rodziców. Byli zdziwieni. Poskakałam sobie trochę i ogarnęłam się. Z szerokim uśmiechem się wyprostowałam.
-Dostanę zbroję,dwa miecze i wyszkolonego konia?-zapytałam.
-Oczywiście-odpowiedziała mama-Będą Wam też towarzyszyli inni wyszkoleni strażnicy,ale tylko Ty i Ken wejdziecie do zamku-dodała.
![]() |
| Hełm Nory i innych strażników.(Jest biały) |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz