piątek, 20 marca 2015

Rozdział Dziewiąty.

Oczyściłam umysł i patrzyłam na las.
Wciągnęłam głośno powietrze. Rozejrzałam się. Ciemne ściany,biurko,wielkie łóżko z baldachimem. Komoda,szafka nocna i troje drzwi. Wszystkie czarne. Zgadywałam,że jedne prowadzą do łazienki,drugie do garderoby,a trzecie na korytarz. Pokój był zimny i dziwnie wrogi. Dopiero teraz zobaczyłam,że ktoś siedzi przy biurku. Blondyn pochylał się i chyba coś pisał,ale nie byłam pewna. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie Maxon,w czarnej koszuli,czarnych spodniach i czarnych butach. Nie miał złotych oczu...tylko kakaowe. Co to miało znaczyć? Nosił soczewki rozjaśniające?
-Jestem,mój panie-oznajmił Maxon,kłaniając się z szacunkiem.
A to co miało znaczyć? Blondyn odwrócił się w jego stronę,razem z fotelem obrotowym. Jakbym mogła stać to bym właśnie upadła albo zemdlała. Blondyn miał złote oczy,wydatne kości policzkowe,idealnie pełne usta. Był wyższy od Maxona i lepiej zbudowany. Miał wąskie biodra,szerokie barki i długie palce. Był lekko opalony i do tego był cholernie przystojny.
-Mówiłem Ci,żebyś mi mówił po imieniu-skarcił go blondyn.
-Jak sobie życzysz...-zaczął czarnowłosy-Maxonie-dodał,widząc spojrzenie blondyna.
Teraz bym zemdlała jakbym była normalną księżniczką.
-Kajetanie,wezwałem Cię ponieważ jesteś mi potrzebny,a właściwie tylko Twoje ciało-oznajmił blondyn.
-Chcesz zostać Królem w Krainie Lodu?-zapytał czarnowłosy,który okazał się być Kajetanem i Królem na mojej ziemi.
-Nie tylko zostać Królem. Chcę mieć Norę na własność-odpowiedział Maxon.
O co tu,do cholery ciężkiej,chodzi?!
-Księżniczka Nora jest typem buntowniczki-powiedział Kajetan.
Maxon usiadł wygodniej na obrotowym fotelu i uśmiechnął się.
-Każdą buntowniczkę da się ujarzmić. Wystarczy ją odpowiednio traktować-odpowiedział.
-Co zamierzasz?-zapytał czarnowłosy.
-Opętam Twoje ciało,a następnie wymuszę na Elsie i Piotrowi oddanie mi władzy-odpowiedział Maxon bez chwili wahania.
Znowu patrzyłam na las. Wizja się skończyła,a ja czułam gniew. Oczywiście,że byłam buntowniczką,ale Maxon zdusił to we mnie swoim zachowaniem. Nie jestem rzeczą,ani nikogo własnością. Wszystkie kawałeczki układanki wpasowały się w swoje miejsce i nagle wszystko zrozumiałam. Maxon opętał Kajetana i zrobił dokładnie to co mu powiedział. Zmusił moich rodziców do oddania mu władzy i mógł mnie szantażować moim ludem i losem mojej rodziny. W dodatku upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Został Królem,a ja Królową,w dodatku musiałam się z nim pobrać. Z logicznego punktu widzenia jestem jego,a on jest mój. Ale tylko z logicznego punktu widzenia. W nim nie ma nic logicznego,a w dodatku mnie okłamał. Po raz drugi. Byłam z siebie zadowolona,że zamknęłam się w swoim pokoju. Dzisiaj wyznał mi miłość,ale ktoś taki jak on,nie jest do niej zdolny. Dostanie za swoje we własnej postaci.
-Czas na plan be-oznajmiłam swoim wojownikom.
Wiedzieli o co chodzi. Spotkałam się z nimi trochę wcześniej,by wszystko omówić. Przewidziałam komplikację i ustaliłam plany awaryjne. Wzięłam głęboki oddech i wsiadłam z gracją na siodło. Odwróciłam się do otoczonych czarnowłosych mężczyzn. Nie wygraliby z moimi wojownikami. Zmierzyłam ich wzrokiem,aż się skulili.
-Wiecie,gdzie jest Maxon?-zapytałam prosto z mostu.
Zrobili krok do tyłu,przełykając nerwowo ślinę. Wiedzieli od początku.
-W Twoim zamku,Wasza Wysokość-odpowiedział czarnowłosy chłopak.
-A jego ciało?-zapytałam,wbijając wzrok w niego.
-Również,Wasza Wysokość-odpowiedział.
Uśmiechnęłam się ironicznie. No tak,na to bym nie wpadła. Mieć ciało pod nosem nieprzewidywalnej kobiety,która się wścieknie jak tylko się dowie o wszystkim. Ja bym tak nie zrobiła. Zawróciłam konia.
-No to wracamy do zamku-oznajmiłam.
         Otworzyłam drzwi z takim impetem,że o mało nie wyleciały z zawiasów. Weszłam do pokoju Maxona,a właściwie do wielkiego pokoju należącego do nas obojga,ale ja z niego nie korzystam. Nigdy tu nie weszłam. Przeszłam przez mały salon z dwoma kanapami i dwoma fotelami oraz stołem. Pchnęłam brązowe drzwi tak samo mocno,jak wcześniejsze. Moim oczom ukazała się duża sypialnia. Dominowało łoże z baldachimem w kolorze niebieskim. Ściany były granatowe,a podłogę pokrywał niebieski dywan. Drzwi do łazienki były białe,a do garderoby szare. Koło łóżka stały dwie szafki nocne,naprzeciwko łóżka był wbudowany w ścianę kominek. Po bokach miał dwa wysokie regały z książkami. Drzwi od łazienki otworzyły się i stanął w nich blondyn o złotych oczach. Na mój widok się uśmiechnął.
-Kiedy zamierzałeś się przyznać?-zapytałam,patrząc na niego nieufnie i wrogo.
-Dzisiaj przy kolacji-odpowiedział.
-Okłamałeś mnie-oznajmiłam.
-Nie powiedziałem Ci,ale Cię nie okłamałem-odpowiedział.
Zaśmiałam się cicho.
-Dziś rano powiedziałeś,że mnie kochasz i skłamałeś-oznajmiłam mu.
Zrobił kilka kroków w moją stronę.
-Taka jest prawda,kocham Cię-odpowiedział.
-Nie jesteś zdolny do takich emocji-stwierdziłam.
-Skąd możesz wiedzieć do czego jestem zdolny?-zapytał,mrużąc oczy.
-Po prostu to wiem i widzę-odpowiedziałam.
Otwierał już usta,ale przeszkodziło mu pukanie do drzwi salonu. Zaskoczony zmarszczył brwi. Odwróciłam się i ruszyłam do drzwi. Przystanęłam jeszcze na progu.
-Nie chcę Cię widzieć. Ani Ciebie,ani Kajetana-warknęłam,po czym opuściłam pokój.
Czekał na mnie jeden z mniejszych wojowników. Był zrobiony ze śniegu i lodu. Ukłonił mi się.
-Złapali dwóch z pięciu mężczyzn-oznajmił cicho.
Uśmiechnęłam się,zaciekawiona.
-Gdzie są?-zapytałam.
-Czekają w sali tronowej-odpowiedział.
Skinęłam głową i ruszyłam do sali tronowej. Kiedy tam tylko weszłam,sześciu moim wojowników ukłoniło się.
-Możecie odejść-oznajmiłam im,stając przed dwoma młodymi mężczyznami,którzy mieli związane ręce i klęczeli.
Uważnie mnie zlustrowali wzrokiem.
-Kim jesteście?-zapytałam ich.
Oboje milczeli.patrząc na mnie gniewnie.
-Ostrzegam Was,nie jestem w dobrym nastroju i chętnie kogoś po torturuje-oznajmiłam im.
Oboje dostali gęsiej skórki.
-Jesteśmy Zwiadowcami-odpowiedział piwnooki.
-Dla kogo pracujecie?
-Dla Króla Maxona-odpowiedział niebieskooki.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz