czwartek, 19 marca 2015

Rozdział Szósty.

Oczy otwarte-zatroskana twarz czarnowłosego mówiącego mi,że muszę walczyć z chorobą.
Oczy zamknięte-mały czarnowłosy chłopiec uczący się chodzić.
Oczy otwarte-patrzący na mnie czarnowłosy.
Oczy zamknięte-czarnowłosa matka o złotych oczach trzyma w objęciach małego czarnowłosego.
Oczy otwarte-czarnowłosy śpiący z głową na mojej ręce.
Oczy zamknięte-nastoletni czarnowłosy patrzący na nieżywego siwowłosego mężczyznę i czarnowłosą kobietę.
Oczy otwarte-czarnowłosy gładzący mój policzek z czułością.
Oczy zamknięte-czarnowłosy dwunastolatek obserwujący jak ćwiczę zawzięcie jedno i to samo uderzenie o rok młodsza od niego.
     Otworzyłam oczy i ujrzałam płomienie w kominku. Było mi ciepło i czułam jak siły do mnie wracają. Czarnowłosy przytulał mnie do siebie i cicho nucił kołysankę. Znałam ją ze snu,a właściwie z jego przeszłości. Musiałam używać mocy,by przenieść się do przeszłości. Chciałam poznać jego przeszłość. Poznałam jego przeszłość,ale nie rozumiałam jego zachowania w tunelach.
-Przykro mi z powodu Twoich rodziców-wyszeptałam go niego.
Znieruchomiał,cały spięty. Zamrugałam powiekami,próbując wywnioskować czym go zdenerwowałam. Po kilku sekundach zaskoczona spostrzegłam,że siedzi mi na biodrach i unieruchomił mi ręce obok głowy,pochylając się w moją stronę. Znów ta sama sytuacja,tyle,że jeszcze nie uciekałam. Jęknęłam cicho i spróbowałam go z siebie zepchnąć-na marne.
-Mówiłem Ci,że masz tak nie mówić-syknął przez zaciśnięte zęby.
Znieruchomiałam przerażona.
Zrozumiałam pewną rzecz.
Kłamał.
-Ty parszywy kłamco!! Jak mogłeś?!-krzyknęłam rozwścieczona.
A ja się dałam nabrać,głupia! Moja matka w lochach zakrwawiona? To była iluzja. Moja matka nigdy by nie okazała strachu,a ja uwierzyłam w jego iluzję. Miał moc iluzji. Zapewne miał jeszcze inną moc,o której miałam się wkrótce przekonać na własnej skórze.
-Dopiero teraz do tego doszłaś? Jedyną prawdą jaką Ci powiedziałem to to,że Twoi rodzice oddali mi władzę. Jestem Królem,a Ty moją Królową. Musiałem się nieźle postarać,byś się zgodziła-odpowiedział zadowolony z siebie.
Unieruchomił mi ręce nad głową. Palcem wskazującym drugiej ręki przejechał mi po policzku i zatrzymał na dłużej na moich ustach. Odwróciłam głowę w prawą stronę,a jego palec spadł z mojej twarzy.
-Jesteś potworem-warknęłam.
Jego ręka zacisnęła się na moich kości szczęki,(przykłada rękę pod brodę i przyciska palce na kościach szczęki) zmuszając mnie bym na niego spojrzała. Nasze twarze dzieliło tylko centymetrów. Czułam jego oddech na swojej twarzy. Moje ciało się odprężyło,a wzrok spoczął na jego ustach. Uśmiechnął się zadowolony z siebie. Myślał,że się w nim zakochałam. Cóż,moje uczucia do niego umarły kilka minut temu,kiedy przyznał,że mnie okłamywał. Pochylił się jeszcze bardziej w moją stronę i przejechał swoimi wargami po moim policzku,aż do mojej szyi,rozdzielając moje ręce. Jęknęłam cicho na tą torturę z jego strony. Teraz znowu miałam ręce po obu stronach głowy,a on dalej muskał lekko moją szyję. Napięłam mięśnie i udało mi się nas zrzucić z kanapy. On wylądował bez tchu na podłodze,a ja na nim. Dzielił nas tylko niebieski,puchaty koc. Pochyliłam się nad nim,splatając nasze palce razem,po obu stronach jego głowy. Przyglądał się mi,kiedy jedną ręką pozbyłam się koca dzielącego nas. Rzuciłam go z powrotem na kanapę. Obserwowałam swoją rękę,która powoli muskała jego tors,klatkę piersiową i całą rękę,aż wreszcie nasze palce się splotły ze sobą. Przez jego ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Musiałam wiedzieć jeszcze jedną rzecz,by stąd zwiać. Pochyliłam się nad nim i  przycisnęłam swoje usta do jego. Oderwałam swoje usta od jego,by zaczerpnąć powietrza. Zaśmiał się,ale jego śmiech szybko przerodził się w głośny jęk rozkoszy,kiedy poruszyłam swoimi biodrami. Przestraszona zatkałam mu usta dłonią. Zdziwiony spojrzał na mnie,a kiedy dostrzegł,że spoglądam na drzwi od czytelni,od razu zrozumiał o co mi chodzi.
-Nikogo nie ma w oprócz nas. Kazałem przywieść trochę,rzeczy do zamku-oznajmił.
-Zawsze mnie zastanawiało dlaczego Twoi strażnicy mają czarne włosy-powiedziałam.
Zaśmiał się i przejechał dłonią po mojej twarzy.
-Na moją cześć. Postanowili,że w ten sposób oddadzą mi należyty szacunek i przefarbowali włosy-odpowiedział.
Moje policzki płonęły żywym ogniem. Nawet nie wiem jak ma na imię mój wróg.
-Nawet nie wiem jak masz na imię-mruknęłam zawstydzona.
Przyglądał mi się rozbawiony. To na prawdę było zawstydzające! Poruszyłam się niespokojnie,na co przymknął powieki i jęknął. Jego przyjacielowi się podobało,budził się do życia.
-Mam na imię Maxon-odpowiedział,ciężej oddychając.
-Nora,ale to już zapewne wiesz-mruknęłam.
Nagle wpadł mi do głowy mały plan zemsty. Pogrzebacz był w kształcie litery N na końcu. Musiałam tylko sprawić by był półprzytomny,bo inaczej nie dałabym rady. Pocałowałam go namiętnie,lekko poruszając biodrami. Jęczał cicho,całując moje usta. Pożądanie i rozkosz zaćmiły mu umysł,ale mój pracował na najszybszych obrotach. Siły do mnie powróciły. Mogłam zacząć działać. Wezwałam do siebie Moc i kawałek po kawałku mroziłam podłogę koło niego. Skoczyłam na równe nogi, unieruchamiając go za pomocą lodu. Oplatał go wokół ramion,bioder i nóg. Unieruchomił też jego ręce. Podeszłam do kominka i włożyłam do niego końcówkę pogrzebacza. Przestałam udawać. Byłam wściekła na niego. Jak mógł mnie okłamać? Jak mógł posłużyć się swoją mocą przeciwko mnie? Bądź co bądź,byłam jego narzyczoną. Kiedy końcówka była pomarańczowa-wyciągnęłam pogrzebacz z ognia i podeszłam do niego. Zaśmiał się z niedowierzaniem. Byłam niezłą aktorką,podobnie jak on. Stanęłam po jego prawej stronie i spojrzałam mu w oczy.
-Uczeń przerósł mistrza,nie uważasz?-zapytałam go z wrednym uśmiechem.
-O matko! Uwierzyłem Ci!-krzyknął z niedowierzaniem w głosie.
Uśmiechnęłam się.
-Dostaniesz ode mnie niezłą nauczkę za okłamanie księżniczki i szantażowanie jej-oznajmiłam mu.
-Nie zrobisz....-zaczął,ale nie skończył.
Ponieważ przyłożyłam mu rozgrzaną końcówkę do skóry na klatce piersiowej. W miejsce gdzie powinno znajdować się serce. Wrzasnął z bólu i zaczął się wyrywać. Ale blizna po tym na pewno się pojawi. Rzuciłam pogrzebacz na podłogę trzy metry od niego.
-Nadal tak uważasz? Że nie zrobiłabym tego?-zapytałam go-Ktoś powinien Ci powiedzieć prawdę. Wypadło na mnie. Jestem zdolna do wszystkiego dla zemsty. Jak to się mówi? Oko za oko,ząb za ząb-powiedziałam,przyglądając mu się.
Wił się z bólu i próbował uwolnić. Zacmokałam z dezaprobatą.
-Nie powinieneś zaczynać ze mną. Jeszcze nikt nie wyszedł z tego żywy. Zabiłabym Cię,ale jak widzisz trochę mi się śpieszy. Kiedy Twoi ludzie wrócą i Ci pomogą,będę już daleko. I nawiasem mówiąc zrywam zaręczyny!-powiedziałam na odchodnym.
Odwróciłam się i wyszłam. Dla pewności zamroziłam okna i drzwi. Wstąpiłam jeszcze do mojego pokoju. Spakowałam bieliznę,grzebień do włosów,kilka ciuchów i sztylety. Wzięłam prysznic i ubrałam się cała na czarno. Związałam włosy w koński ogon i ubrałam jeszcze pelerynę. Pod spód ubrałam kołczan ze strzałami i łuk. Do pasa przypięłam dwa miecze w pochwach i wyszłam z pokoju.
Wstąpiłam jeszcze do kuchni po jedzenie i wodę.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz