czwartek, 19 marca 2015

Rozdział Siódmy.

      Osiodłałam czarnego Cienia,a resztę uwolniłam i przepędziłam do lasu. Nie wrócą tu,podobnie jak ja. Popędziłam czarnego ogiera i nie oglądając się do tyłu,skierowałam go w stronę Krainy Wiosny. Długo tam nie zabawiłam. Mimo,że była najdalej położona od Krainy Lodu,dość szybko pojawili się szpiedzy Maxona. Kiedy mnie rozpoznali-kupowałam wtedy jabłka dla konia-od razu go zawiadomili. Jeszcze tego samego dnia pojawili się jego żołnierze. Obserwowałam ich przez chwilę,a potem zniknęłam. Przeniosłam się do lasów Krainy Lata. Spędziłam w nich dwa tygodnie i musiałam się wynieść. Za dużo osób zabiłam w tamtym lesie. Zostawiłam też wiadomość dla Maxona. Powinna mu podnieść ciśnienie. Zmieniłam się od tamtego pamiętnego dnia. Trenowałam codziennie i byłam szybsza. Nie potrzebowałam już Cienia,ale polubiłam go. Miał swoje humorki i był uparty,ale mądry jak na zwierzę. Zmieniły się też moje rysy twarzy. Z dziecinnej wyostrzyły się w kobiecą. Włosy miałam już prawie do połowy ud,więc je obcięłam do łokci. Szkoda mi ich było,ale tylko zawadzały. Moje oczy ściemniały. Z jasnych stały się ciemniejsze,bardziej tajemnicze i mroczne. Najlepsze było to,że cała ta szopka mnie bawiła.
       Wysyłał coraz więcej ludzi,którzy mieli mnie znaleźć,a ja zamieszkałam wśród mojego ludu. W wiosce o dzień oddalonej od zamku. Kilka kobiet miało białe włosy,więc nie byłam tak rozpoznawalna. Jeśli chodzi o oczy,to nie zwracali na to uwagi. Nie zwracali sobie głowy kobietą,która dopiero co się nią stała. Byli mili dla każdego obcego. Najlepsze było to,że kiedy obok przechodziły oddziały szukające mnie,przeszli obok mnie jakbym nie istniała. Kiedy byłam jeszcze w Krainie Lata widziałam zdziczałe konie,które wypuściłam. Niestety złapali mnie dwa dni po tym incydencie. Kiedy mnie siłą zaciągnęli do zamku,musieli się porządnie przyłożyć,żeby mnie złapać i unieruchomić. Trzy godziny im to zajęło. Zdążyłam prawie zwiać do lasu,ale niestety czekała mnie przed nim nie miła niespodzianka. Zabiłam tylko dwunastu z czterdziestu. Potrzebnych było,aż dziesięciu silnych czarnowłosych,by mnie przyciągnąć do zamku. Co najmniej ośmiu musiało iść do skrzydła szpitalnego,bo mieli poważne rany. Koniec końców skończyłam w pokoju bez okien i ostrych narzędzi. Miałam tu ubrania i buty,zero sukienek i butów na obcasie. Dostawałam też jedzenie trzy razy dziennie. Spędziłam w pokoju dwa dni. Potem przyszło dwóch strażników i poprosiło,żebym poszła z nimi. Wstałam z podłogi i ruszyłam za nimi. Wiedzieli,że ze mną nie ma żartów. Byli mili i odnosili się do mnie z szacunkiem. Maxonowi na pewno nie spodoba się to,że się ożeniłam i spędziłam upojną noc małżeńską pod gwiazdami. Było miło i nawet coś poczułam do młodego mężczyzny,ale nie zdążyłam zidentyfikować tych uczuć. Ślub dał nam Ksiądz Jakub,był do tego upoważniony,bo rodzina królewska nie chciała tracić czasu na takie błahostki. Zostałam zaprowadzona do czytelni i tam zamknięta. Zmęczenie dawało się we znaki. Nie spałam przez te dwa dni,bo byłam czujna. Podeszłam do wielkiego lustra i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Białe włosy były już za łopatki,oczy ściemniały i stały się bardziej tajemnicze,bardziej mroczne. Twarz była lekko trójkątna. Moja sylwetka nabrała niestety kobiecego wyglądu. Małe wcięcie w talii teraz stało się bardziej widoczne. Podobnie jak szerokie biodra i biust. Nie był duży,ale i nie mały. Był idealnie dopasowany do mojego ciała. Każdy mężczyzna,którego mijałam w miastach,czy wsiach,odwracał się za mną. Byłam piękna i bardzo pociągająca. Moja blada cera przetrwała palące słońce w Krainie Lata i Wiosny. Nadal jednak wyglądałam na delikatną,chociaż mięśnie na całym ciele były bardziej zarysowane. Widać było,że jestem strażniczką,a przynajmniej wojowniczką. Usiadłam na kanapie i zasnęłam z nudów.
         Obudziłam się,kiedy poczułam dłoń na policzku,która czule głaskała. Otworzyłam oczy i zdezorientowana poczułam,że spadam na podłogę,a później ktoś przyciska moje ciało do ziemi,siadając na moich biodrach. Unieruchomił mi też ręce po obu stronach głowy. Dopiero po kilku sekundach zaćmiony umysł się obudził. Maxon uśmiechnięty pochylał się. Był trochę wyższy niż półtora miesiąca temu. Mięśnie miał widocznie zarysowane,jak na mężczyznę przystało. Był też szybszy,niż wcześniej. Biła od niego pewność siebie i samozadowolenie. Spróbowałam go z siebie zepchnąć,ale tylko lekko nim zakołysałam.
-Dawno się nie widzieliśmy,kochanie-stwierdził z nie znikającym uśmiechem.
-Nie możesz tak mówić,nie jesteś moim mężem-odpyskowałam z wrednym uśmieszkiem.
Uśmiechnął się szerzej.
-Otóż kochanie mogę Cię nazywać jak chcę,bo nie jesteś zamężna-odpowiedział wesoło-Trochę mi zeszło zanim znalazłem wszystkich światków i tego chłopaka oraz księdza,ale w końcu mi się udało. Nikt nie potwierdzi,że kiedykolwiek brałaś ślub z niejakim Nickiem,ponieważ wszystkich usunąłem. Całą wioskę również,tak dla pewności. Nikt mi już nie przeszkodzi,kochanie-oznajmił jeszcze weselej.
Odbiło mu i to po całej linii.
-Przynajmniej miałam upojną noc poślubną-westchnęłam,uśmiechając się na to piękne wspomnienie-Był świetny w łóżku-dodałam.
Pierwszy raz bolał,ale już kolejne nie. Dawały mi rozkosz,podobnie jak Nickowi. Maxonowi uśmiech zszedł z twarzy. Duże złote oczy ściemniały troszkę z gniewu,ale kilku sekundach wróciły do swojego odcienia. Znowu się uśmiechał.
-Możemy się o tym przekonać tylko w jeden sposób-stwierdził.
W jego oczach zobaczyłam nie tylko wyzwanie,ale również pożądanie i miłość. Miłość? To on był do czegoś takiego zdolny? Prychnęłam rozbawiona. Pod rozbawieniem,kryło się przerażenie. Do czego był zdolny?
-Nie zamierzam się z Tobą przespać-odpowiedziałam.
-Nasza noc poślubna na pewno będzie lepsza. Przysięgam,że jej nie zapomnisz i będziesz chciała więcej-oznajmił.
Był poważny i pewny swego zdania.
-Jakoś nie przypominam sobie,żebym się zgodziła-odpowiedziałam.
-Noro,czy uczynisz mi ten zaszczyt i będziesz moją Królową?-zapytał poważny,nadal mnie unieruchamiając.
-Nie-odpowiedziałam.
-Mam powtórzyć,że należysz do mnie,jak ja do Ciebie?-zapytał,mrużąc oczy.
-Nie należę do ciebie!-warknęłam.
Pochylił się i pocałował mnie w usta. Nie oddałam pocałunku. Znieruchomiałam. Po chwili oderwał się ode mnie lekko zirytowany moim zachowaniem.
-Nigdy więcej tego nie rób-syknęłam.
-Doskonale wiesz,że pocałuję Cię bez Twojego pozwolenia-odpowiedział z uśmiechem.
Spróbowałam go ponownie zrzucić,napinając wszystkie mięśnie. Udało mi się. Teraz ja byłam na nim,ale nie na długo. Sekundę później,znów był na mnie. Jego oczy rozbłysły,jakby sobie coś przypomniał.
-Wiesz,że moje przyrzeczenie o Twojej rodzinie i poddanych jest nieważnie?-zapytał-Chyba,że przyjmiesz moje oświadczyny-dodał.
Nie dowierzałam temu co usłyszałam przed chwilą. Po czym uzmysłowiłam sobie fakt,że nie ustaliłam jednej ważnej rzeczy w przyrzeczeniu. Nie nakazałam mu,żeby powiedział,że przysięga nigdy nie zgaśnie. Zrobił coś czego się nie spodziewałam po nim. Przygniótł mi ręce swoimi kolanami,żebym nie mogła się wyrwać i sięgnął po pogrzebacz. Podciągnął mi bluzkę tak,żeby odsłaniała moja klatkę piersiową i przycisnął lekko rozżarzoną końcówkę pogrzebacza w kształcie litery M w miejscu,gdzie znajdowało się moje serce. Poczułam ogromny ból,ale kiedy Maxon pocałował mnie w tamto miejsce,ból zniknął. Oddychałam płytko i szybko. Czarnowłosy popatrzył mi w oczy i się uśmiechnął.
-Teraz Ty masz pierwszą literę mojego imienia na swoim sercu-powiedział.
Może uleczać rany. Kolejny kawałek z jego Mocy.
-Należymy do siebie nawzajem-szepnął i pocałował mnie.
Ugryzłam go najmocniej jak potrafiłam w dolną wargę. Od razu się odsunął. Nie był zadowolony,ale i nie był zły. Przejechał językiem po opuchniętej wardze,która krwawiła,zdziwiony.
-Ugryzłaś mnie-powiedział ze zdziwieniem.
-Ostrzegłam Cię-odpowiedziałam spokojna.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz