Osiodłałam czarnego Cienia,a resztę uwolniłam i przepędziłam do
lasu. Nie wrócą tu,podobnie jak ja. Popędziłam czarnego ogiera i nie
oglądając się do tyłu,skierowałam go w stronę Krainy Wiosny. Długo tam
nie zabawiłam. Mimo,że była najdalej położona od Krainy Lodu,dość szybko
pojawili się szpiedzy Maxona. Kiedy mnie rozpoznali-kupowałam wtedy
jabłka dla konia-od razu go zawiadomili. Jeszcze tego samego dnia
pojawili się jego żołnierze. Obserwowałam ich przez chwilę,a potem
zniknęłam. Przeniosłam się do lasów Krainy Lata. Spędziłam w nich dwa
tygodnie i musiałam się wynieść. Za dużo osób zabiłam w tamtym lesie.
Zostawiłam też wiadomość dla Maxona. Powinna mu podnieść ciśnienie.
Zmieniłam się od tamtego pamiętnego dnia. Trenowałam codziennie i byłam
szybsza. Nie potrzebowałam już Cienia,ale polubiłam go. Miał swoje
humorki i był uparty,ale mądry jak na zwierzę. Zmieniły się też moje
rysy twarzy. Z dziecinnej wyostrzyły się w kobiecą. Włosy miałam już
prawie do połowy ud,więc je obcięłam do łokci. Szkoda mi ich było,ale
tylko zawadzały. Moje oczy ściemniały. Z jasnych stały się
ciemniejsze,bardziej tajemnicze i mroczne. Najlepsze było to,że cała ta
szopka mnie bawiła.
Wysyłał coraz więcej ludzi,którzy mieli
mnie znaleźć,a ja zamieszkałam wśród mojego ludu. W wiosce o dzień
oddalonej od zamku. Kilka kobiet miało białe włosy,więc nie byłam tak
rozpoznawalna. Jeśli chodzi o oczy,to nie zwracali na to uwagi. Nie
zwracali sobie głowy kobietą,która dopiero co się nią stała. Byli mili
dla każdego obcego. Najlepsze było to,że kiedy obok przechodziły
oddziały szukające mnie,przeszli obok mnie jakbym nie istniała. Kiedy
byłam jeszcze w Krainie Lata widziałam zdziczałe konie,które wypuściłam.
Niestety złapali mnie dwa dni po tym incydencie. Kiedy mnie siłą
zaciągnęli do zamku,musieli się porządnie przyłożyć,żeby mnie złapać i
unieruchomić. Trzy godziny im to zajęło. Zdążyłam prawie zwiać do
lasu,ale niestety czekała mnie przed nim nie miła niespodzianka. Zabiłam
tylko dwunastu z czterdziestu. Potrzebnych było,aż dziesięciu silnych
czarnowłosych,by mnie przyciągnąć do zamku. Co najmniej ośmiu musiało
iść do skrzydła szpitalnego,bo mieli poważne rany. Koniec końców
skończyłam w pokoju bez okien i ostrych narzędzi. Miałam tu ubrania i
buty,zero sukienek i butów na obcasie. Dostawałam też jedzenie trzy razy
dziennie. Spędziłam w pokoju dwa dni. Potem przyszło dwóch strażników i
poprosiło,żebym poszła z nimi. Wstałam z podłogi i ruszyłam za nimi.
Wiedzieli,że ze mną nie ma żartów. Byli mili i odnosili się do mnie z
szacunkiem. Maxonowi na pewno nie spodoba się to,że się ożeniłam i
spędziłam upojną noc małżeńską pod gwiazdami. Było miło i nawet coś
poczułam do młodego mężczyzny,ale nie zdążyłam zidentyfikować tych
uczuć. Ślub dał nam Ksiądz Jakub,był do tego upoważniony,bo rodzina
królewska nie chciała tracić czasu na takie błahostki. Zostałam
zaprowadzona do czytelni i tam zamknięta. Zmęczenie dawało się we znaki.
Nie spałam przez te dwa dni,bo byłam czujna. Podeszłam do wielkiego
lustra i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Białe włosy były już za
łopatki,oczy ściemniały i stały się bardziej tajemnicze,bardziej
mroczne. Twarz była lekko trójkątna. Moja sylwetka nabrała niestety
kobiecego wyglądu. Małe wcięcie w talii teraz stało się bardziej
widoczne. Podobnie jak szerokie biodra i biust. Nie był duży,ale i nie
mały. Był idealnie dopasowany do mojego ciała. Każdy mężczyzna,którego
mijałam w miastach,czy wsiach,odwracał się za mną. Byłam piękna i bardzo
pociągająca. Moja blada cera przetrwała palące słońce w Krainie Lata i
Wiosny. Nadal jednak wyglądałam na delikatną,chociaż mięśnie na całym
ciele były bardziej zarysowane. Widać było,że jestem strażniczką,a
przynajmniej wojowniczką. Usiadłam na kanapie i zasnęłam z nudów.
Obudziłam się,kiedy poczułam dłoń na policzku,która czule głaskała.
Otworzyłam oczy i zdezorientowana poczułam,że spadam na podłogę,a
później ktoś przyciska moje ciało do ziemi,siadając na moich biodrach.
Unieruchomił mi też ręce po obu stronach głowy. Dopiero po kilku
sekundach zaćmiony umysł się obudził. Maxon uśmiechnięty pochylał się.
Był trochę wyższy niż półtora miesiąca temu. Mięśnie miał widocznie
zarysowane,jak na mężczyznę przystało. Był też szybszy,niż wcześniej.
Biła od niego pewność siebie i samozadowolenie. Spróbowałam go z siebie
zepchnąć,ale tylko lekko nim zakołysałam.
-Dawno się nie widzieliśmy,kochanie-stwierdził z nie znikającym uśmiechem.
-Nie możesz tak mówić,nie jesteś moim mężem-odpyskowałam z wrednym uśmieszkiem.
Uśmiechnął się szerzej.
-Otóż
kochanie mogę Cię nazywać jak chcę,bo nie jesteś zamężna-odpowiedział
wesoło-Trochę mi zeszło zanim znalazłem wszystkich światków i tego
chłopaka oraz księdza,ale w końcu mi się udało. Nikt nie potwierdzi,że
kiedykolwiek brałaś ślub z niejakim Nickiem,ponieważ wszystkich
usunąłem. Całą wioskę również,tak dla pewności. Nikt mi już nie
przeszkodzi,kochanie-oznajmił jeszcze weselej.
Odbiło mu i to po całej linii.
-Przynajmniej miałam upojną noc poślubną-westchnęłam,uśmiechając się na to piękne wspomnienie-Był świetny w łóżku-dodałam.
Pierwszy
raz bolał,ale już kolejne nie. Dawały mi rozkosz,podobnie jak Nickowi.
Maxonowi uśmiech zszedł z twarzy. Duże złote oczy ściemniały troszkę z
gniewu,ale kilku sekundach wróciły do swojego odcienia. Znowu się
uśmiechał.
-Możemy się o tym przekonać tylko w jeden sposób-stwierdził.
W
jego oczach zobaczyłam nie tylko wyzwanie,ale również pożądanie i
miłość. Miłość? To on był do czegoś takiego zdolny? Prychnęłam
rozbawiona. Pod rozbawieniem,kryło się przerażenie. Do czego był zdolny?
-Nie zamierzam się z Tobą przespać-odpowiedziałam.
-Nasza noc poślubna na pewno będzie lepsza. Przysięgam,że jej nie zapomnisz i będziesz chciała więcej-oznajmił.
Był poważny i pewny swego zdania.
-Jakoś nie przypominam sobie,żebym się zgodziła-odpowiedziałam.
-Noro,czy uczynisz mi ten zaszczyt i będziesz moją Królową?-zapytał poważny,nadal mnie unieruchamiając.
-Nie-odpowiedziałam.
-Mam powtórzyć,że należysz do mnie,jak ja do Ciebie?-zapytał,mrużąc oczy.
-Nie należę do ciebie!-warknęłam.
Pochylił
się i pocałował mnie w usta. Nie oddałam pocałunku. Znieruchomiałam. Po
chwili oderwał się ode mnie lekko zirytowany moim zachowaniem.
-Nigdy więcej tego nie rób-syknęłam.
-Doskonale wiesz,że pocałuję Cię bez Twojego pozwolenia-odpowiedział z uśmiechem.
Spróbowałam
go ponownie zrzucić,napinając wszystkie mięśnie. Udało mi się. Teraz ja
byłam na nim,ale nie na długo. Sekundę później,znów był na mnie. Jego
oczy rozbłysły,jakby sobie coś przypomniał.
-Wiesz,że moje przyrzeczenie o Twojej rodzinie i poddanych jest nieważnie?-zapytał-Chyba,że przyjmiesz moje oświadczyny-dodał.
Nie
dowierzałam temu co usłyszałam przed chwilą. Po czym uzmysłowiłam sobie
fakt,że nie ustaliłam jednej ważnej rzeczy w przyrzeczeniu. Nie
nakazałam mu,żeby powiedział,że przysięga nigdy nie zgaśnie. Zrobił coś
czego się nie spodziewałam po nim. Przygniótł mi ręce swoimi
kolanami,żebym nie mogła się wyrwać i sięgnął po pogrzebacz. Podciągnął
mi bluzkę tak,żeby odsłaniała moja klatkę piersiową i przycisnął lekko
rozżarzoną końcówkę pogrzebacza w kształcie litery M w miejscu,gdzie
znajdowało się moje serce. Poczułam ogromny ból,ale kiedy Maxon
pocałował mnie w tamto miejsce,ból zniknął. Oddychałam płytko i szybko.
Czarnowłosy popatrzył mi w oczy i się uśmiechnął.
-Teraz Ty masz pierwszą literę mojego imienia na swoim sercu-powiedział.
Może uleczać rany. Kolejny kawałek z jego Mocy.
-Należymy do siebie nawzajem-szepnął i pocałował mnie.
Ugryzłam
go najmocniej jak potrafiłam w dolną wargę. Od razu się odsunął. Nie
był zadowolony,ale i nie był zły. Przejechał językiem po opuchniętej
wardze,która krwawiła,zdziwiony.
-Ugryzłaś mnie-powiedział ze zdziwieniem.
-Ostrzegłam Cię-odpowiedziałam spokojna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz